Załóż bloga Zaloguj się



nietutejszy

Komentarze

nietutejszy | 30 Sierpień, 2017 16:32

Pokazało się ostatnio mnóstwo komentarzy na stronach tego bloga, niestety wszystkie po angielsku, czyli w języku którego nie znam, w związku z tym trudno jakkolwiek się do nich odnosić . Tłumaczenia pokazują, że prosicie o kontakt ( między innymi oczywiście ) ale blog nie jest pocztą działającą na zasadzie bezpośredniego kontaktu, a raczej na przekazywaniu siebie, manifestowaniu swojego ja, jak ubiór lub inne formy eksponowania swoich przekonań, uczuć, nastrojów . Myślę, że większość piszących komentarze to terapeuci, już tego próbowałem, ostatnio nawet z pewnymi sukcesami chociaż bez większego nawracania się . Pani prowadząca terapie była na tyle na mnie otwarta, iż udało mi się również otworzyć przed nią . Lecz to wszystko rozbija się gdzieś we mnie, w moich sprzecznościach . Wygląda to mniej więcej tak jak z plażą i domem . Mam wielkie opory aby rozebrać się na plaży, zatańczyć na imprezie, zrobić coś ot tak po prostu, w domu uwielbiam za to całkowity negliż, zachowania niestandardowe, aż do różnych dziwactw które wychodzą same ze mnie .

Jeżeli kogoś zrozumiem bez używania translatorów, może będę mógł nawiązać jakiś kontakt . Tylko czy będzie warto ? Mało mam do powiedzenia innym, do opowiedzenia o sobie pewnie sporo, lecz czy to ma jakąkolwiek wartość dla innych ? Czytanie moich wpisów dla niektórych jest jak oglądanie tak ostatnio popularnych programów  w telewizji z serii jak to gdzieś tam było, słoiki, nastolatki i ktoś tam szuka pary .  

  

 

Bus

nietutejszy | 13 Luty, 2016 00:07

Odpaliłem w końcu busa, stał prawie dwa miesiące aż musiałem go odpalić podłączając mój samochód . Teraz po kilku tygodniach znowu nie chciał zapalić . Podładowałem jego akumulator i, zapalił bez problemu .Tak, kupiłem też samochód do przewozu pracowników . Kupiłem to może zbyt wielkie słowo, wziąłem samochód za zaległe płatności, dopłacając do tego interesu jeszcze raz tyle ile wart jest bus, jakby tego było mało dokumenty mam takie że, za nic nie mogę go zarejestrować . Niby wszystkie są, lecz nie i tak nie da się z tego nic zrobić .Czyli mój stan posiadania jest dosyć spory, lecz tak naprawdę jestem w czarnej dziurze, niby mamy sporo ale jak co do czego to nie bardzo jest to jak przeliczyć na pieniądze . Samochód który wybieraliśmy kilka miesięcy, sprawdzając w internecie, oglądając na parkingach, wybrzydzając doprowadzając moją córkę i jej chłopaka do białej pasji, samochód który okazał się właśnie tym autem, tym które pasowało tak do mnie jak do mojej pani, samochód nie remontowany od wielu lat doczekał się w końcu decyzji o remoncie . Chciałem zrobić ogólny przegląd, wymienić przednie lampy, zlikwidować pierwsze pęcherze rdzy i takie tam drobne poprawki . Jak zwykle w środku nocy wyjechałem aby być rano w pracy . Przejechałem prawie pięćdziesiąt kilometrów, kiedy natknąłem się na samochód jadący na pustej trasie tak wolno że, w końcu musiałem go wyprzedzić . Wtedy auto było już po wizycie u mechanika, gdzie wszyscy bardzo się dziwili że, aż tyle wkładam w stary wóz . Sprawne hamulce, wszystko chodziło jak należy, zostało tylko oddać samochód do blacharza żeby zlikwidować rdzę, powymieniać niektóre blachy i zmienić lampy .Spokojnie wyprzedziłem wolno jadący samochód, nie mając więcej niż setkę na pustej drodze, gdzie pierwszymi drzewami zaczynał się las . Las to jeszcze zbyt mocne słowo, ot pierwsze małe drzewka, pierwsze krzaki, więcej wolnej przestrzeni gdzie nic nie było widać w długich światłach samochodu . Nagle wyszły na drogę jelenie . Wielkie, ciekawe co się dzieje, powolutku wkroczyły na szosę . Hamulce dobre, reakcja prawidłowa, ale już od początku wiedziałem że, nie uniknę zderzenia z nimi . Podjechałem na tyle wolno że, drugiemu przechodzącemu zwierzęciu podciąłem nogi, upadł mi na maskę, poderwał się i odszedł . Zostałem na drodze i podczas wysiadania podjechał wyprzedzany przeze mnie przed chwilą samochód . Kierowca zobaczył czy wszystko ze mną jest dobrze, po czym powiedział że, on zawsze tutaj jedzie wolno bo jest tutaj dużo zwierzyny która wychodzi na drogę . Miałem potłuczone lampy, zgniecioną maskę i w zasadzie to wszystko . Czyli to co było planowane na następny etap remontu samochodu, było teraz na pewno do zrobienia, i nie dało się już tego uniknąć .Wróciłem do domu, i jeszcze po ciemku pojechałem drugim wozem do pracy . Lampy owszem potłuczone, ale żarówki całe, tak że bez problemu dojechałem . Jedynie bałem się o to czy maska nie zrobi zwarcia na akumulatorze, bo maski nie dało się otworzyć . Po odstawieniu samochodu do blacharza, i już po odebraniu go, okazało się że, cały remont przekroczył wartość samego auta, ale za nic nie żałujemy tego remontu . Samochód jest naprawdę tego wart . Owszem ciężko już nam do niego wsiadać i wysiadać, moja pani nie ma miejsca na torebkę, wiele rzeczy zacina się i nie wygląda już tak ładnie, ale to jest wóz którym pokonuję setki, tysiące kilometrów bez zmęczenia, na jednym zbiorniku pokonuję około tysiąca kilometrów, i co najważniejsze, ufam mu .

 

Lata płyną, czas ucieka a tak mało się zmienia

nietutejszy | 08 Luty, 2016 18:34

Spełniliśmy kilka naszych planów, marzeń czy może takich małych postanowień które gdzieś tam, chodziły nam po głowach od wielu lat . Coraz częściej gdy tylko mamy na to ochotę, wstępujemy do restauracji aby zjeść coś nowego, lub coś na co akurat mamy ochotę . Pojechaliśmy w kilka miejsc które chcieliśmy zobaczyć . Odnalazłem grób mojego ojca, na którym byłem ostatni raz będąc jeszcze małym dzieckiem, kilka lat ( a może i nawet nie tyle?) po jego śmierci . Kurcze prawie się popłakałem . Wzruszenie ścisnęło mi gardło .Trudno było ustalić na którym leży cmentarzu, aż okazało się że, tylko jeden jest tym gdzie powinniśmy go szukać . Zmieniło się tam dużo i dopiero zbierane informacje pozwoliły ustalić że, kapliczka zamieniona została na kościółek, trochę rozbudowany, otynkowany, stał się inny .Owszem pomyliłem wiele szczegółów, chociaż byłem pewny że pamiętam ten cmentarz i miejsce ojca grobu bardzo dokładnie . Pomnika nigdy nie widzieliśmy na żywo, nikt z naszej rodziny nigdy nie dał rady jechać na drugi koniec Polski tylko po to, żeby położyć kwiaty na jego grobie, zwłaszcza że, może tylko oprócz mamy, wszyscy jakoś tam mieliśmy do niego, najdelikatniej mówiąc żal o to co nam zrobił, zostawiając w środku nocy, zimą samych w domu . Mama dostała tylko zdjęcie na którym tablica mówiła wszystko oprócz tego że, był mężem . Okazało się teraz, kiedy mama już nie żyje że, chyba tylko ja nigdy nie winiłem tak naprawdę ojca za to co zrobił . Owszem, żal był, jest jeszcze gdzieś w środku, ale czy zrobił źle tak do końca nie jestem przekonany . Miał swoje życie, w domu częściej bił i pił, lub uciekał zanurzając się w tylko swoim świecie . Czy ja jestem inny ? Patrząc na siebie teraz, widzę takiego samego faceta, zapatrzonego w siebie . Zawsze mama mówiła że, jestem dokładnie taki sam jak mój tatuś, chociaż fizycznie czysta mamusia .

 Czy to znaczy że, teraz stać nas na takie fanaberie? W żadnym razie, po prostu kiedy tylko dajemy radę sprawiamy sobie jakąś drobną przyjemność . Czas ucieka, my młodsi już nie będziemy, pieniędzy i tak nigdy nie będzie tyle żebyśmy mogli powiedzieć o sobie że, teraz możemy mieć co chcemy .Najprostszym tego przykładem jest kuchnia . Kupiliśmy ją trzydzieści lat temu na talony dla młodych małżeństw, a i to było bardziej wywalczone niż zwyczajnie kupione . Przerabiałem ją potem kilka razy, dostosowując do aktualnych potrzeb jak i do kolejnej kuchni po przeprowadzce . Nowe meble, mimo braku zdecydowania jak one miałyby wyglądać, są marzeniem mojej Pani od wielu lat . Mnie męczy zniszczona elewacja na części domu, rozsypujące się ogrodzenie i wiele takich właśnie rzeczy, na które trzeba tak czasu jak i sporych funduszy .

Za to teraz siedzę sam w zimnym, wynajętym mieszkaniu czekając cierpliwie na ludzi którzy mieli przyjechać do pracy . Mieli być praktycznie tydzień temu, ale kto by się tym przejmował że, ja wychodzę na idiotę, płacę za wynajęcie mieszkania które prawie dwa miesiące czeka na przyjęcie kolejnych lokatorów . Dla mnie było to o tyle ważne że przy powrocie do pracy przynajmniej o kwatery nie muszę się bać, załatwiać szybciutko jakieś miejsca do spania a oni i tak by mnie zlekceważyli i zamiast tłumaczyć się pracodawcy z opóźnień w rozpoczęciu pracy ( a kto wie czy pozwolą nam wrócić do poprzednich zajęć ?) to jeszcze czekałbym na nich w wynajętej kwaterze siedząc tak jak teraz, sam .

Kiedyś, gdy jeszcze próbowałem dopiero coś rozkręcić, dowiedzieć się w jaki sposób to zrobić, odpowiedział na moje pytania jeden z przedsiębiorców . Chciałem zaczynać wszystko w pojedynkę, ewentualnie z jakimś pomocnikiem, on natomiast odradzał mi stanowczo takie działania pisząc że, albo będę wyrobnikiem który nie dość że, pracuje  na posadzie to jeszcze będzie się musiał martwić o firmę . Wyszło na jego . Doglądać pracę zatrudnionych ludzi i zajmować się sprawami firmy pochłania tyle czasu że, zbyt dużo czasu na inne rzeczy już nie staje . Owszem można troszeczkę pofolgować sobie kiedy nadzór danej budowy pilnuje pracowników i ja troszeczkę wręcz przeszkadzałem, ale takie sytuacje szybko się mszczą w najrozmaitszy sposób . Obrośli w piórka, spakowali się i na drugi dzień już ich nie było, narobili fermentu rozpowiadając jakieś historie widziane tylko z ich perspektywy, nie przyznając się że, moje działania były odpowiedzią na efekty ich pracy . Teraz nie mam nikogo chętnego do pracy, a kontrakt czeka, a czekać w nieskończoność nie będzie . Teraz i ja przygotowuję się do wejścia na teren budowy w rękawicach . Co z tego wyjdzie ? Zobaczymy .

Trzy pełne dni nie wypiłem nawet piwa siedząc spokojnie sam w zimnym mieszkaniu, kwaterze jaką wynajmuję dla pracowników i siebie . Przyjechałem do domu i od progu wyczuwa się atmosferę że, siekierę można powiesić . Podczas wyjazdów ze mną na różne wycieczki czy na moją kwaterę, nawet kiedy spędzała prawie całe dnie sama, moja pani jest zupełnie inna, rozmawiamy, robimy różne, nie zawsze do końca przyzwoite czy poważne rzeczy i jest wszystko dobrze . W domu tego nie wolno, tamto nie wypada, zawsze do czegoś ją zmuszam .

Jest jeszcze takie jedno moje marzenie, taka pozostałość po szczenięcych planach . Chciałbym kupić kawałek ziemi gdzieś blisko morza, gdzieś na uboczu, może z resztkami jakiejś chaty, jakieś podupadłe gospodarstwo, i postawić tam domek z pokojami do wynajęcia . Takie małe królestwo w którym można mieszkać na stałe z rodziną zajmując się pokojami wynajmowanymi „letnikom” . Bynajmniej nie nastawione na krociowe zyski, a jedynie na jakieś dodatkowe źródło dochodu a jednocześnie taki azyl kiedy chciałby człowiek pomieszkać gdzieś osobno, tak jak na kwaterze, bez żadnych hamulców, bez żadnych zobowiązań . Miejsce wielkiej ucieczki z szarówki dnia codziennego, takiego własnego azylu .

Miejsce gdzieś na uboczu, może nawet blisko lasu, ciche ,spokojne . Domek w stylu skromnego dworku, bez filarów, krużganków itp, bzdetów .Wejście trzy, może czterometrowe schody o ledwie kilku stopniach, zakończonych prostym wejściem z niewielkim zadaszeniem nad całą szerokością schodów . Oczywiście wszystkie szerokie schody ( a te nie będą ostatnie ), rozchodzą się dołem na kształt odwróconego wachlarza . Wewnątrz spore pomieszczenie z oknami na stronę wejścia, z dużym kominkiem z jednej strony, i wieloma ławami wychodzącymi wprost z posadzki . Kilka miękkich siedzeń, małe stoliki, przestrzeń przede wszystkim .Szerokie schody prowadzące na piętro, skierowane na wprost wejścia, rozchodzące się na końcu na dwa wejścia na samo już piętro, jedno na lewo, drugie na prawo . Na wprost wyjście na wieżyczkę, część wystającą ponad cały budynek . Wieżyczka ma kształt kolisty ( wielokąt ), z ławami wychodzącymi wprost z posadzki, tak na całym obwodzie jak i w środku . Wysokie balustrady, możliwość zasunięcia rolet w kolejnych segmentach otwartych ścian, daszek wysunięty blisko metr poza balustrady . Palarnia, taras widokowy, miejsce schadzek, coś ponad tym wszystkim co zostaje na dole . Na parterze, z jednej strony są dwa małe mieszkania, trzy pokojowe, z drugiej strony trzy, do czterech mieszkań do wynajęcia . Dwa pokoje, łazienka, wnęka, namiastka kuchni . Jeden pokój większy z dużym łóżkiem, drugi mniejszy z łóżkami piętrowymi . Góra tylko pojedyncze pokoje z łazienkami i wnękami na kuchenki . Wszystko ( oprócz mieszkań na dole ) ma podłogi w kafelkach i sosnowe mebelki robione na wymiar . Góra w formie poddasza, z widocznymi belkami . Każdy pokój jest inny, tak w kształtach jak i w kolorach . Najlepszym rozwiązaniem byłoby zaproszenie do współpracy graficiaży, żeby każde pomieszczenie nie było tylko zestawieniem ścian różnego koloru, ale wręcz mówiło coś o danym pomieszczeniu .Zewnętrzne ściany ze zwykłej czerwonej cegły, pochodzącej z rozbiórek .

 

Miód

nietutejszy | 25 Kwiecień, 2015 20:00

Czyste wariactwo!!

Żona po wylewie, córka która nigdy nie zgadzała się z mamą sprowadza się do nas i to z kilku powodów, raz brak im już funduszy na styl życia jaki chcą prowadzić( powiedziała nam wprost, oni nie mają zamiaru poświęcać dni bieżących dla jakiejś, choćby najbliższej przyszłości, nie mają zamiaru ograniczać się dzisiaj aby mieć lepsze jutro, że pamiętając nasze życie kiedy jeszcze dzieckiem była nigdy nie chciałaby tyle z siebie dać, żeby może kiedyś mieć coś . Pokoleniom po nas wszystko bardziej się należy niż się to zdobywa . Takie koleje losu )po wtóre, ktoś przecież musi być z moją panią a i ktoś musi na to wszystko zarabiać, muszą być jakieś dochody . Moje dochody zaczynają topnieć w zastraszającym tempie, zmuszając mnie do coraz bardziej ryzykownych działań. Znowu zaczynam po omacku, licząc na jakiś cud chyba, szukać nowych zleceń, czegoś na czym mógłbym zarobić ja i ktoś kto będzie dla mnie pracował . Wyzysk? Bynajmniej, raczej podział odpowiedzialności, rozdzielenie tego kto o co się troszczy . Kilka osób pokazało mi do czego są zdolni, co potrafią zrobić aby mieć jakiś stały dochód( owszem kilka osób pokazało mi wyraźnie, że sama ich obecność na tym świecie więcej jest warta niż to co ja mogę im zaproponować ) moim zaś zmartwieniem jest aby znaleźć dla nich stałe, lub przynajmniej ciągłe zajęcie i jeszcze poprowadzić ich w pracy, nie zostawiać ich samych sobie dopóki nie będę miał pewności, że sami sobie poradzą . Staram się być im wszystkim „ojcem” jak ja sam kiedyś szefa traktowałem, być dla nich od początku do końca tym do kogo można iść ze wszystkim .Chyba zaczęli to zauważać, doceniać, liczyć na mnie . Tyle, że ja tu, w domu jestem jeszcze potrzebny i tam muszę być cały czas w jakiś tam sposób obecny . Szukając kolejnych zleceń po raz kolejny wpadłem w rynsztok, a zapowiadało się tak różowo . Kolejne dylematy kto gdzie, na jak długo, co mają robić i na jak długo . Do tego dochodzi przewrócenie domu do góry nogami, ciągłe łzy w domu, nieustanne kłótnie, próby dotarcia się dwóch rodzin o zupełnie różnych poglądach na życie i przeprowadzki wszystkich rzeczy jakie do tej pory miały już jakoś ustalone miejsce . Bynajmniej, odrobinę przeciągu w tym co do tej pory było raczej zbieractwem, nawykiem z poprzedniej epoki kiedy to co zostało po poprzednim pokoleniu było nie do zastąpienia, czy też do zdobycia, dobrze nam zrobi co jeszcze nie znaczy, że przechodzi się przez coś takiego bez rozpaczy, bez bólu i bez łez . Jedno dobre w tym wszystkim to fakt, że mam kolejną dziewczynę, znowu nową żonę, kolejny raz zupełnie inną osobę w domu . Dobrze, nie jest łatwiej, ona nie stała się prostsza, nie jest łatwiejsza w pożyciu, dalej nie potrafię jej ogarnąć tym bardzie, że zmiany wytrąciły mnie zupełnie z przyzwyczajeń w które wrosłem . Prosty przykład, zawsze potrafiłem przewidzieć co moja pani zrobi, gdzie ją będę mógł znaleźć, gdzie się odwrócić abym ją znowu zobaczył, choćby nawet z daleka . Dzisiaj potrafi mi zginąć z pola widzenia i nie mam pojęcia z której strony mogę się jej spodziewać . Ucieka mi, uczę się jej od nowa . Fascynuje mnie jak dawniej, może nawet bardziej z tym, że nie bardzo wiem jak być z nią i jej nie szkodzić, zupełnie nie wiem jak pracować i być z nią . Nie mam pojęcia co mam robić, każdy nie odebrany przez nią telefon ode mnie wytrąca mnie z równowagi . Jedno co jest w tym dobre, chociaż tego jest stanowczo za mało, to fakt iż mogę ją zabierać z sobą na różne wyjazdy, na swoje wycieczki w poszukiwaniu pracy, na wyjazdy podczas których próbuję coś załatwić , coś wskórać, daje mi poczucie nie zmarnowanego czasu, daje mi się aby pchać się przez to wszystko na przekór temu wszystkiemu co mnie spotyka . A miodu nie ma! 

 

Do dupy

nietutejszy | 16 Kwiecień, 2015 01:59

Piję gdy nie potrafię sobie poradzić sam z sobą chociaż mój organizm kiepsko radzi sobie z alkoholem, wymiotuję po tym wszystkim, źle się czuję, generalnie czuję, że nie bardzo mi to służy . Kiedy jednak nie piję trzęsące się ręce, bełkocząca mowa niczym nie odbiegają od stanu upojenia alkoholem . Tak, kiedy jestem trzeźwy jak skowronek (nie tak jak teraz, przepraszam !!!) staram się zachować przynajmniej pamięć tego co robię chociaż nawet to kiepsko mi wychodzi . Brak apetytu czy też biegunki, skłonność do wymiotów przy każdej okazji, lub łez cisnących się do oczu z byle pretekstu jest czymś zupełnie normalnym . Po wypiciu, kiedy zaczynam czuć wpływ alkoholu na siebie( a przychodzi mi to coraz trudniej, tak jakbym tracił czucie, jak bym tracił czucie w jakichś nerwach czy to w ręce czy nodze, dziwne uczucie narastające, ale jeszcze rejestr owalne , na pewno nie tak kontrolowalne jak niegdyś )  przynajmniej odpływam, zasypiam, ginę z tego świata, nie ma w przynajmniej w najmniej szkodliwym rejestrze tej rzeczywistości w jakiej jestem obecny, topię się we własnym upojeniu, niezależnie jak to wygląda z mojej strony . A kiepsko to wygląda, wierzcie mi !!!!!!!!!!1

Lekarstwo?

nietutejszy | 15 Kwiecień, 2015 21:35

Tak, jestem znowu pijany!!!!!

Kiedy słucham , gdy mówią, że facet potrzebuje seksu żeby udowodnić coś, cokolwiek, swoją wartość, swoją męskość, swoją pozycję, myślę tylko w kategoriach czystej kpiny, czystego śmiechu . Wyobraźcie sobie,  piękne panie, że ja, może tylko ja zresztą, nie wyobrażam sobie siebie bez seksu!!!!!!!!!!!!!!!!11

Kpina? Zbyt wysokie mniemanie o sobie ? Może patrzenie na siebie  przez pryzmat swoich potrzeb?

W jaki więc sposób wytłumaczyć mam sobie( bo niech mi Pan świadkiem, próbowałem na tysiące sposobów to tłumaczyć to sobie), że dopiero gdy zaspokojony jestem seksualnie( bynajmniej nie tak jak by to większość naszej populacji tłumaczyła, że skończyłem i jest dobrze na jakiś czas) zaczynam normalnie funkcjonować, normalnie myśleć, normalnie żyć . Niekiedy udaje mi się skończyć dwa razy pod rząd, bez wychodzenia . Rzadkość na którą raczej nie bardzo mogę liczyć, już raczej raz skończyć po kilku wejściach, co zupełnie nie zmienia faktu, że praktycznie codzienne zbliżenia, częste do granic( nierzadko ) absurdu dopiero dają jakieś zaspokojenie . Jak tu dziwić się, że czasy w których ”kurwiłem” się ile się dało były najspokojniejszymi czasami w naszym domu, dni kiedy zazdrosna moja pani nie pozwalała mi abym choć przez chwilę pomyślał o czymś innym jak tylko o niej były najszczęśliwszymi dniami jakie pamiętam .

Co mogę poradzić na kompletny chaos myśli, na bule głowy, na brak czegoś takiego jak najprostsza koncentracja, gdzie potrzebuję ( to nie jest żadna przenośnia !!!) dużo czasu aby dwa do dwóch dodać, gdzie nie potrafię w żaden sposób powstrzymać drżenia rąk, kiedy słyszę, że nasze kolejne zbliżenie bardziej do gwałtu jest podobne niż do seksu małżeńskiego . Pamiętam jak dziś gdy chciałem po ciężkim dniu coś ze swoją chucią zrobić a moja pani rozpłakała się, od tej pory nie staję na wysokości zadania ilekroć, choćbym tylko w swojej przewrażliwionej wyobraźni, zobaczył jak się nad nią znęcam próbując narzucić jej swoje wyobrażenie pożycia małżeńskiego . Zazwyczaj kończę wtedy sam gdzieś w kąciku, co daje tylko taki efekt, że ręce trzęsą się jeszcze bardziej ale przynajmniej przyrodzenie już tak bardzo nie boli, a jest to bul zwyczajny, fizyczny( a przynajmniej ja to tak odczuwam, i nikomu nie życzę czegoś takiego, wyć się chce a zapobiec tak do końca nie ma jak!!) . W jaki sposób wytłumaczyć, jak pokazać świat który mną targa, świat który nie pozwala mi normalnie funkcjonować, komuś dla którego jest to jak czarna dziura gdzieś w niewyobrażalnym kosmosie, powiedzieć to komuś dla kogo wystarczą ciepłe myśli o bliskiej osobie i dobry bajer gdzieś w telewizji aby poczuć pełnię szczęścia? Piszę tu o fizycznych doznaniach a nie o odczuwaniu uczuć, o czymś co nie ma nic wspólnego z sferą uczuciową a jedynie z fizycznym odczuwaniem swojego jestestwa, o czymś takim jak oddychanie, zmęczenie,  pragnienie, głód! Fizyczne odczucia !! Ból którego ni alkohol, ni żadne leki( w wojsku chyba tylko  brom był w miarę skuteczny, mało ale zawsze ) nie były wstanie osłabić .

Czy to tylko js taki jestem? Czy tylko ja w taki sposób to przeżywam?

Czy jest na to jakieś lekarstwo oprócz kastrakcji ???????

 

Lekarstwo?

nietutejszy | 15 Kwiecień, 2015 21:35

Tak, jestem znowu pijany!!!!!

Kiedy słucham , gdy mówią, że facet potrzebuje seksu żeby udowodnić coś, cokolwiek, swoją wartość, swoją męskość, swoją pozycję, myślę tylko w kategoriach czystej kpiny, czystego śmiechu . Wyobraźcie sobie,  piękne panie, że ja, może tylko ja zresztą, nie wyobrażam sobie siebie bez seksu!!!!!!!!!!!!!!!!11

Kpina? Zbyt wysokie mniemanie o sobie ? Może patrzenie na siebie  przez pryzmat swoich potrzeb?

W jaki więc sposób wytłumaczyć mam sobie( bo niech mi Pan świadkiem, próbowałem na tysiące sposobów to tłumaczyć to sobie), że dopiero gdy zaspokojony jestem seksualnie( bynajmniej nie tak jak by to większość naszej populacji tłumaczyła, że skończyłem i jest dobrze na jakiś czas) zaczynam normalnie funkcjonować, normalnie myśleć, normalnie żyć . Niekiedy udaje mi się skończyć dwa razy pod rząd, bez wychodzenia . Rzadkość na którą raczej nie bardzo mogę liczyć, już raczej raz skończyć po kilku wejściach, co zupełnie nie zmienia faktu, że praktycznie codzienne zbliżenia, częste do granic( nierzadko ) absurdu dopiero dają jakieś zaspokojenie . Jak tu dziwić się, że czasy w których ”kurwiłem” się ile się dało były najspokojniejszymi czasami w naszym domu, dni kiedy zazdrosna moja pani nie pozwalała mi abym choć przez chwilę pomyślał o czymś innym jak tylko o niej były najszczęśliwszymi dniami jakie pamiętam .

Co mogę poradzić na kompletny chaos myśli, na bule głowy, na brak czegoś takiego jak najprostsza koncentracja, gdzie potrzebuję ( to nie jest żadna przenośnia !!!) dużo czasu aby dwa do dwóch dodać, gdzie nie potrafię w żaden sposób powstrzymać drżenia rąk, kiedy słyszę, że nasze kolejne zbliżenie bardziej do gwałtu jest podobne niż do seksu małżeńskiego . Pamiętam jak dziś gdy chciałem po ciężkim dniu coś ze swoją chucią zrobić a moja pani rozpłakała się, od tej pory nie staję na wysokości zadania ilekroć, choćbym tylko w swojej przewrażliwionej wyobraźni, zobaczył jak się nad nią znęcam próbując narzucić jej swoje wyobrażenie pożycia małżeńskiego . Zazwyczaj kończę wtedy sam gdzieś w kąciku, co daje tylko taki efekt, że ręce trzęsą się jeszcze bardziej ale przynajmniej przyrodzenie już tak bardzo nie boli, a jest to bul zwyczajny, fizyczny( a przynajmniej ja to tak odczuwam, i nikomu nie życzę czegoś takiego, wyć się chce a zapobiec tak do końca nie ma jak!!) . W jaki sposób wytłumaczyć, jak pokazać świat który mną targa, świat który nie pozwala mi normalnie funkcjonować, komuś dla którego jest to jak czarna dziura gdzieś w niewyobrażalnym kosmosie, powiedzieć to komuś dla kogo wystarczą ciepłe myśli o bliskiej osobie i dobry bajer gdzieś w telewizji aby poczuć pełnię szczęścia? Piszę tu o fizycznych doznaniach a nie o odczuwaniu uczuć, o czymś co nie ma nic wspólnego z sferą uczuciową a jedynie z fizycznym odczuwaniem swojego jestestwa, o czymś takim jak oddychanie, zmęczenie,  pragnienie, głód! Fizyczne odczucia !! Ból którego ni alkohol, ni żadne leki( w wojsku chyba tylko  brom był w miarę skuteczny, mało ale zawsze ) nie były wstanie osłabić .

Czy to tylko js taki jestem? Czy tylko ja w taki sposób to przeżywam?

Czy jest na to jakieś lekarstwo oprócz kastrakcji ???????

 

Dotyk

nietutejszy | 15 Luty, 2015 06:27

Wierzę  w to, że jesteśmy jakąś, niezmiernie  malutką cząstką Boga, lub jak zwykłem Go nazywać Pana, tego który wie, tego który czyni, tego który panuje nad tym wszystkim . Czy stwórca ? Czy ten jedyny ? A skąd nam w tym wcieleniu wiedzieć, jest jednak pewne, że jesteśmy jakąś cząstką wszechświata która dopiero po naszym odejściu ze świata „żywych” zaczyna w pełni być tym kim od zawsze byliśmy . Tłumaczy to doskonale życie po życiu, oddaje wspaniale wspomnienia z poprzednich „żyć”, pokazuje namacalnie w jaki sposób niektórzy odczytują przeszłość, przyszłość, obce nam miejsca, stany tylko skupiając się na tym czego szukamy . Jesteśmy wszędzie i wszystkim nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy . owszem nie jesteśmy w stanie zapanować nad tym zupełnie, ale nie wynika to z naszych ułomności a jedynie z ograniczonego dostępu do tego co jest naszym jestestwem, naszym prawdziwym  bytem, tym z czym się rodzimy i z czym kończymy naszą wędrówkę w cielesnej powłoce . Będąc, czy chociażby tylko przejeżdżając obok cmentarza na którym pochowana jest nasza mama, zawsze przychodzi mi na myśl jak to zakopali( za naszą zgodą, na naszą prośbę ) truchło tej istoty która była naszą mamą, to co po jej drodze przez ten trudny dla wszystkich czas zostało, to co najbardziej cierpiało, to co nawet świadomości tego czym naprawdę jest nie miało, zostało . Szczerze wieżę w to, że jest teraz  z tymi których kochała ponad życie ( nasz ojciec) i z tymi którzy według niej wyrządzili jej wiele krzywd, że jest z nimi w pokoju, że teraz dopiero są jedną myślą, jednym celem, jedną istotą starającą się o jakąś wspólną drogę dla ich bliskich z tego ziemskiego padołu .

Starałem się o kolejne zlecenie, o to abyśmy mieli dalej co robić chociażby i tylko po kosztach jakie poniosę, żeby tylko ludzie zatrudnieni u mnie nabrali pewności siebie, żeby  nabrali doświadczenia, żebym ja nabrał do nich większego zaufania, aby między nami było jakieś porozumienie z którego obie strony będą potrafiły czerpać pewność jutra . Reszta jakoś się ułoży . Wracałem z bardzo męczącego dnia gdzieś na wygnajewie( inni nazywają to stolicą?!) bojąc się o przyjęcie następnego zlecenia, i to z obu stron, czy ja podołam temu oraz czy oni są na tyle miarodajni aby zapłacić na czas za to czego ja się podejmę . Na miejscu rozmawiałem z kierownikiem budowy, facet, resztę rozmów prowadziłem z kobietami . Porażka czy też premia za cierpliwość w prowadzeniu negocjacji ? Mało było pewników gdy wracałem na kwaterę, myśli biegły szybciej niż mogłem je analizować w jakiejkolwiek kolejności . przed dojazdem do kwatery w której mieliśmy swoją bazę, poczułem, że ktoś przytrzymał mnie za rękę . Pierwsza myśl, moja pani prowadzi mnie gdzieś, do jakiegoś celu, potem przecież mam przecież bliskich do których nie raz uciekałem się w trudnych chwilach( ojciec, cała rodzina związana nazwiskiem) którzy odwrócili się od nas w najtrudniejszych chwilach, a którzy powinni o nas jednak pamiętać ,moja mama która starała się jak mogła prowadzić mnie za rękę całe życie . Wrażenie było tak realne, oczywiste, po czym uspokoiłem się wierząc, że jak by nie było to ktoś nad nami czuwa . Dobrze czy źle ale ktoś nas poprowadzi właściwymi ścieżkami, bo nie nam wiedzieć tak naprawdę co kiedyś będzie naszym wybawieniem a co przekleństwem w które tak bardzo się pchamy .

Smród

nietutejszy | 24 Styczeń, 2015 08:56

Kończyły mi się leki jakie od wielu lat przyjmowałem codziennie, perspektywą było wymuszanie na lekarzach rodzinnych kolejnych dawek rutynowo przypisywanych, zalecanych przez lekarzy prowadzących, którzy zakładali, że wizyty u nich będą odbywały się co ileś tam miesięcy lub w szczególnych okolicznościach, lub tak jak teraz po stwierdzeniu któregoś z nich, że muszę znowu zasięgnąć porady specjalisty . Umówiłem się, oczywiście nie bez problemów, u kolejnego specjalisty . Może dlatego, że był to mężczyzna(co wiedziałem od samego początku), czy też z tej racji, że powolutku mam już dosyć tego ganiania za kolejnymi porcjami leków które i tak(mimo iż na pewno jakiś tam efekt przynoszą ) nie wnoszą do mojego życia żadnych lepszych elementów, może poza lżejszym przechodzeniem migren, nic ciekawego . Huśtawki nastrojów, picie w przypadku braku lepszej perspektywy spędzenia czasu wolnego, czasu w którym myśli cisną się do głowy niczym lawina waląca się na mnie, lawina kamieni która nie tyle dusi ile sypie się na głowę waląc niczym walenie wielkim młotem, wybijając wszystkie pozytywne myśli, młotem który wbija w mózg świadomość, że przecież i tak nikogo nie lubię, zawsze kogoś w ten czy inny sposób krzywdziłem, zawsze byłem, jestem i już zawsze będę wredny jak moja mamusia, i są to słowa mojej pani, słowa z którymi nie powinien dyskutować, nie powinienem i w najmniejszym stopniu nie mam zamiaru, a które w tak bolesny sposób pomijają te chwile gdy chciałem być naprawdę tym który byłby dla niej ważny, ważny dla naszych córek . Wszystkie one pamiętają tylko te najgorsze moje dni, te dni kiedy byłem brutalny, chamski do granic, dni gdy przekraczałem wszelkie przyjęte ogólnie normy . dni w których nie panowałem nad sobą szukając za wszelką cenę tego co potrafiłoby choćby odrobinę uspokoić moje nerwy, dać w jakikolwiek sposób ujście mojej energii po tym jak moja pani zapewniała mnie, że przecież za kilka dni znowu spotka mnie coś przyjemnego, że za częste zbliżenia doprowadzą do tego, że to mi się znudzi, ze poczekajmy jeszcze dzień lub dwa i znowu będzie dobrze, nie biorąc zupełnie pod uwagę tego, iż chwile gdy jej jest dobrze nie znaczy jeszcze, że i ja jestem zaspokojony, że we mnie przestanie się burzyć krew . Dobrze, ona jest już nauczona, że podczas gry wstępnej ona jest zaspokojona i na mało co więcej może liczyć z mojej strony, podczas kiedy obrzydzenie nie pozwala jej nawet pomyśleć o tym, iż ja potrafiłbym dojść gdzieś dalej bez jej pomocy . Owszem potrafię, tylko to wszystko ma takie samo znaczenie jak szklanka wody zamiast…

Wszystkie moje dziewczyny potrafią poświęcić, od zawsze tak było, bardzo wiele aby pokazać mi jak bardzo im na mnie zależy gotując, kupując, dając mi najlepsze prezenty po czym dają mi wyraźnie znać abym docenił ich wartość . Najpiękniejszy prezent jaki prawie co roku dostawałem( popsuty nieraz poprzedzającą go wstrzemięźliwością, mającą zapewnić moje ukończenie, chociaż najczęściej działało to zupełnie odwrotnie, im dłużej czekałem tym bardziej jak zawsze się blokowałem psychicznie )przepiękny prezent z mojej pani może nie do końca dostępnej ( to jest przecież fuj, tamto na pewno tobie śmierdzi lub źle się może kojarzyć) ale i tak piękny choćby ze względu na samą jej osobę . Jak ja uwielbiam patrzeć na nią gdy śpi nagusieńka w świetle nocnej lampki lub chociażby w migotliwym świetle telewizora, patrzeć jak się rusza ubrana tylko w koszulkę, tą którą dostała od mamusi i tatusia w dniu urodzin !! Przepiękny widok od którego trudno wzrok oderwać, dla którego warto niejedno poświęcić, dla którego nieraz puszczałem się( czy jak to jej kiedyś powiedziałem, kurwiłem się aby potem patrzeć nie przeszkadzając jej żyć, być dla niej tylko tym chciała żebym dla niej był, bym był cichym adoratorem tylko wtedy kiedy ona na to pozwoli) . Cały czas moje słowa uwielbienia, to co jej mówię traktuje jak zgrywę, głupi żart i to począwszy od dnia naszego poznania, czyli jakie ma tutaj znaczenie doświadczenie lat minionych?

Byliśmy wczoraj u kolejnego lekarza, u kogoś kto miał mi pomóc w życiu, pomóc przetrwać kolejne lata mojego życia . Może fakt iż był to mężczyzna, może moje nastawianie, moja choroba nie wiem, nim dojechałem do domu wiedziałem już, że(przynajmniej na jakiś czas, bo kto wie co człowiekowi los przyniesie?) zrezygnuję ze wszystkich leków jakie do tej pory zażywałem . Mam serdecznie dosyć walki  o każde opakowanie tabletek, walki o każdą kolejną diagnozę, mam dość umartwienia się o każdy kolejny dzień swojego życia zależnego od tego czy starczy mi tabletek, czy któryś z lekarzy się w czymś nie pomylił, czy mogę je zażyć po czy przed jedzeniem, dlaczego mimo takiej ilości leków znowu chcę tak bardzo przestać myśleć, chcę paść pijany w pościel bez względu na to co jutrzejszy dzień przyniesie .

Byłem, jestem i będę wredny, upierdliwy i nie lubiących innych po co więc ktokolwiek miałby mnie pchać na siłę w ramiona ludzi, w ramiona świata którego ja i tak nie przyjmę, w ramiona które i tak na mnie nie czekają .

Drogie prezenty, spełnianie moich materialnych zachcianek nie zastąpią mi tego czego brakuje przy takich okazjach . Dałam tobie więc bądź wdzięczny bo to pokazuje jak cię kocham, szanuję, potrzebuję ale odsuń się troszeczkę abyś mnie nie szturał, żebyś mnie przypadkiem nie  dotknął bo tego to już raczej dosyć, zresztą i tak śmierdzisz .

Pisać!

nietutejszy | 09 Grudzień, 2014 19:37

Piszę dzisiaj trochę z jedną z córek, tak jak już dawno nie pisaliśmy z sobą . Była u nas w domu przez ostatnich kilka dni i chyba troszeczkę „wróciła” do nas ze swojego, nowego świata . Tam jej pewnie dobrze, czuje się trochę jak dorosła, chociaż chyba tylko tak jej się wydaje albo raczej tylko my tak myślimy patrząc jak postępuje niekoniecznie tak jak my sami byśmy postąpili . Nikt jednak za nią, tak jak i za drugą naszą córkę życia nie przeżyje . Radzą sobie obie wspaniale, zupełnie po swojemu, przysparzając mojej pani niemało stresów, ba przyprawiając nie raz ją o wielki ból głowy .

Piszę z nią aż rozbolało mnie „serce”. Przypomniała mi o tym co chodzi za mną od tak wielu dni o tym, że patrzę wciąż na klawiaturę mojego komputera, kartkuję zeszyty w których notuję kolejne dni z działalności firmy, rozmawiam coraz częściej o takich rzeczach z innymi. Chcę pisać!

Tak myślę nadal, czy jednak będzie tak zawsze?

nietutejszy | 02 Grudzień, 2014 19:27

Tak, jeszcze myślę, działam tak jak zawsze, tak jak w czasach kiedy mówiłem innym utyskującym na naszych szefów, ciekawy jestem jak wy byście postępowali gdybyście to wy prowadzili firmę jeżeli uważacie że, szef was źle w jakikolwiek sposób traktuje, czerpie z was za duże zyski, sami załóżcie firmę i wy czerpcie tak  wielkie dochody z pracy innych . Owszem, sam z braku talentu do tego, większość problemów z prowadzeniem wszystkiego spycham na biuro rachunkowe zawodowo trudniące się prowadzeniem takich małych przedsiębiorstw jak moje, co oczywiście nie znaczy że, te problemy nie spędzają mi snu z powiek . Moja pani mówi że, lecę na wadze że, już czuje moje żebra chociaż bardziej nas martwił mój brzuch oddalający nas od siebie .

Biznes

nietutejszy | 01 Grudzień, 2014 19:09

Tak, doskonale wiem, że czytają to osoby które nie powinny tutaj nigdy zaglądać, no cóż popełniłem zupełnie nieświadomie wiele błędów rozsyłając swoje wici w sieci, za takie rzeczy niestety słono się płaci i jestem tego świadomy pisząc kolejne teksty tu czy gdzie indziej zamieszczane, ale siła która pcha mnie do pisania jest większa niż to wszystko co spotyka mnie potem, większa niż konsekwencje tego co robię, zwłaszcza, że najczęściej robię to po co najmniej kilku piwach, czyli na rauszu . Wiele niepowodzeń, dużo problemów mam z prowadzeniem własnej firmy od problemów finansowych( w które moja pani stara się nie ingerować, tak jak do tej pory to była jej domena ) do kłopotów czysto personalnych . Gdy nie możesz zaproponować dobrej stawki pracownikowi, nie możesz oczekiwać zbyt wiele po nim samym . Pracujemy zupełnie na ‘wariata’ więc o jakich stawkach możemy rozmawiać !? Doliczając do tego wszystkiego haracz jaki trzeba płacić za możliwość pracy w ogóle, to uzyskamy ogólny zarys tego z czym się borykam . Żebym jeszcze umiał to wszystko jakoś ogarnąć, kiedy ja nawet zwykłej łapówki dać nie potrafię a co tu mówić o dogadaniu się żeby negocjować jakieś wariackie procenty od zarobków . Nie żebym miał o to do kogoś poza, sobą oczywiście, pretensje to ja nie potrafię dostosować się do istniejących warunków, a nie żeby te warunki naszej egzystencji w tym wszystkim w czymkolwiek odbiegały od zastanych przez nas form . Świat jest jaki jest i albo dostosuj się do tego wszystkiego albo giń próbując coś zmienić . Może i nie próbuję zmieniać zastanego porządku ale też nie do końca zgadzam się z tym wszystkim, w jakiś tam sposób tworząc wokół siebie swój własny mikroklimat, przecież od czegoś trzeba zacząć! Nikt nie zaczyna przenosić gór nie próbując swych sił na małych kamykach .Mistrzem arytmetyki nie jestem, ale przecież dodawać i odejmować umiem, wspomagam się przy tym wszystkim biurem rachunkowym które ciągnie za mnie to wszystko czego nie rozumiem zupełnie albo za czym w całym pędzie nie potrafię nadążyć . Mijamy się bardzo często, oni mówią, robią jedno ja robię, mówię zupełnie coś innego . Jestem bardzo ciekawy jak będę wyglądał po zsumowaniu mojej działalności przez te wszystkie urzędy które mnie rozliczają .

Urodziny

nietutejszy | 14 Listopad, 2014 19:56

Starsza wnuczka miała kilka dni temu piąte urodziny, bardzo czekała na ten dzień . Podobno obudziła się w środku nocy z pretensjami, że już ma dzisiaj urodziny a życzeń i prezentów jeszcze nie dostała .Podekscytowana czekała prawie do samego wieczora na swoich gości( na urodziny przychodzi do nich, do niej i jej taty który ma urodziny tego samego dnia, sama rodzina ). Obowiązkowe przedszkole, do którego zresztą bardzo lubi chodzić, potem swoje obowiązki w domu czyli obiad i zabawy oraz przygotowania mieszkania na przyjęcie takiej ilości gości . A, że potrafi i lubi kucharzyć z mamą, umie nakryć stół, potrafi jak mała gosposia zakrzątnąć się razem z mamą przy wszystkim ( zresztą i z tatą potrafi motor naprawiać), to zajęcia jej nie brakowało, nie nudziła się ani chwili . Gości pięknie witała, pozwalając się wycałować wszystkim po kolei, ale już prezenty rozpakowywała bardzo wybiórczo, z rozwagą, jak zawsze zresztą . W pamięci wszystkich zostanie jak to kilka lat temu dostała śliczną laleczkę, która jednak nie bardzo jej się spodobała . Zawiedziona ciocia kilka razy próbowała zainteresować dziecko lalką co doprowadziło tylko do tego, że wnuczka wzięła w końcu lalkę ale tylko po to, żeby zanieść ją do kosza na śmieci . Albo jej zachowania przy większości prezentów, owszem grzecznie je przyjmuje, ładnie dziękuje po czym nierozpakowane odkłada na kupkę gdzieś z boku, tak aby nie przeszkadzały innym bawić się z nią . Tym razem największy prezent z wielką chęcią rozpakowywała przyjmując łaskawie naszą cichą asystę . Jest jedynaczką ale nie samotnikiem i wiem jak bardzo się zawsze stara aby zainteresować kogokolwiek swoją osobą . Sam bardzo nie lubię sytuacji kiedy wszyscy mną się interesują a ja nie bardzo wiem co zrobić żeby nikogo nie urazić i jednocześnie być sobą . Pomagałem jej złożyć domek składający się z miliona niepasujących do siebie elementów z czego, wyszło w końcu coś co chyba jej się spodobało . Po jeszcze wielu prezentach, które wylądowały z boczku nierozpakowane, przyszedł czas na puzle . Te szybko trafiły na podłogę i chociaż miały tylko sześćdziesiąt elementów to dziadek nie zostawił dziecka samego, klęknął obok wnusi dzielnie asystując jej przy układaniu . Odrobinę protestowała, to fakt lecz w ostatecznym rozrachunku widać było jak jest zadowolona, że nie jest sama . Dziadek przecież nie jest od rozpieszczania, w tym najlepsza jest babcia, dziadek ważne żeby po prostu był kiedy jest potrzebny chociaż jest go tak mało i nie zawsze jest dyspozycyjny . Jest to ktoś kto jest, przynajmniej dla dziecka słowny jak tylko da radę, sprawiedliwy jak tylko potrafi i jest tym który stara się wszystko wytłumaczyć na ile tylko potrafi najdokładniej .Staram się jak mogę .

Pijak

nietutejszy | 14 Listopad, 2014 19:55

Czy kiedyś to się zmieni? Piję kiedy jest mi źle, gdy nie czuję się na siłach sprostać życiu, przeszkodom( jeszcze nie tak dawno temu nie były one nawet warte dłuższych myśli a co dopiero rozpamiętywania!) jakie stawia przede mną świat, piję gdy się z czegoś cieszę, piję gdy próbuję rozwiązać jakiś problem bo przecież na sucho tego nie rozgryzę, piję jak mam jechać samochodem( kilka lat temu samochodu po jednym piwie nie wprowadzałem do garażu na własnym podwórku, z zasady nie strachu ). Kilka lat temu potrafiłem na zimno obserwować co robi ze mną każdy kolejny łyk alkoholu, rejestrując w świadomości kolejne stadia upośledzenia własnych reakcji, reakcji własnego organizmu na świat zewnętrzny, kolejne fazy jakie przechodził mój mózg rozmiękczany kolejnymi dawkami alkoholu . Doszedłem do takiej wprawy, że potrafię sporo wypić ( za nic nie śmiałabym się mierzyć z prawdziwymi pijakami!), jak i umiem upić się całkiem nieźle dwoma piwami, ba po jednym widać, że mam wypite, co potrafię zniwelować bardzo szybko sprawdzając to nie raz już na policyjnych alkomatach . Tyle, że coraz częściej sięgam po alkohol, pijąc aby myśli przestały być tak jednokierunkowe, tak czarne, takie ponure. Piję, żeby przestać myśleć, piję aby usnąć, zgubić otaczający mnie świat, zostawić go gdzieś daleko za sobą . JESTEM PIJAKIEM!!

Wiara która umiera

nietutejszy | 12 Sierpień, 2014 03:08

Wszystko powolutku zaczyna tracić sens, coraz częściej dominuje wrażenie, że wszyscy próbują mnie oszukać, wykorzystać moją naiwność, wiarę w to, że w taki sposób można żyć i zarabiać, pracując uczciwie z zapałem ciągnąc innych w tym samym kierunku .Słowa mojej pani – przecież ty nas topisz – wcale nie pomogły .

1 2 3 ... 23 24 25  Następny»
 
 
 
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.